Pożar stadniny koni

Podczas pożaru stadniny koni w Zielonej Górze ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie.

Jak donosi Gazeta Lubuska, pożar wybuchł w piątek ok. godz. 14; przyczyną było umyślne podpalenie składu słomy. Ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie. Przykre jest szczególnie to, że podpalacz nie brał pod uwagę dobra dzieci, leczonych tu hipoterapią.

Ogień zaprószono pod wielką wiatą, pod którą przechowywano siano dla koni. Płomienie sięgały wysoko ponad dach, a kłęby dymu widać było z dalekich zakątków Zielonej Góry. Ogień zajął też część ujeżdżalni. Akcja gaśnicza ruszyła błyskawicznie.

Część strażaków skupiła się na ratowaniu ujeżdżalni, a drudzy gasili słomę pod wiatą. Sytuacja była trudna, bo z obiektem sąsiaduje pełen pacjentów budynek hospicjum.

Pożar został opanowany ok. godz. 14.30, ale dogaszanie balotów słomy trwało do soboty rano. Zapas siana, który miał wystarczyć na rok, uległ całkowitemu zniszczeniu. Udało się za to uratować ujeżdżalnię. - Gdyby ogień ją zniszczył musielibyśmy wstrzymać hipoterapię - powiedział ks. Leszek Kazimierczak, proboszcz parafii św. Józefa Oblubieńca na Zaciszu, do której należy stadnina.

Na szczęście w wyniku zdarzenia nikt nie odniósł obrażeń. Nie ucierpiały też konie. Jak dowiedziała się Gazeta Lubuska, policja ma już rysopis osoby podejrzanej o podpalenie.



newsletter
sonda:
Czy strażacy w Twojej OSP ćwiczą musztrę?

- Tak, regularnie

- Tak, przed ważnymi wydarzeniami

- Tak, sporadycznie

- Nie ćwiczymy musztry